sobota, 23 sierpnia 2014

Szczury vs. aparat fotograficzny

Długo nie robiłam zdjęć Maogonkom; więcej czasu minęło chyba od ostatniej sesji niż od ostatniego wpisu (też był dawno). Przeprowadzka i praca zrobiły swoje, ale Maogonki na tym zyskały - więcej wkrótce :)

Nadeszła pora, by obfocić szczury i to będę starała się robić w ten weekend. Na pierwszy ogień poszły panie, które ozdobią nam firmowego fejsbuka - Bellatrix Lestrange Happy Feet i Bitwa SunRat's. Obie to urocze, wiekowe babcie - Bitwa wkrótce skończy 2,5 roku, Bellatrix 16 sierpnia skończyła okrągłe 3 lata.
No i dobra. Ustawiam tzw. Pana Pufa (taki wielki fotel z groszkami w środku), porobi nam za tło. Biorę Bellatrix, potem dodaję Bitwę, potem odejmuję Bellatrix, by mieć kilka fotek samej Bitwy. Done, dziękuję pięknym seniorkom i uzupełniam miseczkę w nagrodę, następnie lecę do komputera zobaczyć, co wyszło ze zdjęć.
Poniżej zrzut z komputera po zgraniu fotek z aparatu. Zrobione 96.

Oczywiście, nie wszystkie nadają się do publikacji czy choćby oglądania - a to się szczur tyłem ustawił nagle, a to fota poruszona, a to sam szczur za szybko szedł. Usuwam nieudane.

Skasowane. Wreszcie mogę wybrać te zdjęcia, które chciałabym pokazać na Alloszczurze, fejsbuku czy tu na Maogonkach. Ile zdjęć zostało z tych 96 na początku?
Przypomnę: szczury dwa, w wieku 2,5 roku i 3 lat, jeden ma słabsze nóżki i wolniej chodzi. Ze mnie kiepski fotograf? Możliwe, choć jak robiłam zdjęcia Elenie - mojej prawdziwej modelce - to zdarzało się, że na 15 wykonanych zdjęć odrzucałam może ze 3.

Myślę, że ten problem zna większość osób, które lubią porobić zdjęcia ogonom :) 


Poniżej urocze babcie:


 
Bellatrix Lestrange Happy Feet, wł. Kamila Pietrzak

Bitwa SunRat's, wł. Kamila Pietrzak

piątek, 4 lipca 2014

Hejt, pomoc i ślepaki

Witam.

Pewnie niektórych zdziwi ten wpis na tym blogu, ale uważam, że warto, by wszyscy wiedzieli, jak jest naprawdę. Tak, ja: Mao, członek Stowarzyszenia Hodowców Szczurów Rodowodowych w Polsce oraz właścicielka samic współwłasnościowych hodowli SunRat's - Perperuny, Leli, Nel i Oleńki, w przyszłości być może hodowca.
Dlaczego strzelam sobie, hodowli pięciu z moich szczurów oraz mojej organizacji w kolano? Bo pistolet jest na ślepaki.

Gwoli ścisłości: jak jest naprawdę? Oprócz tego, że gruczolaki czy problemy z krążeniem to u szczurów - niestety - trudna do wyeliminowania norma, w wielu przypadkach nie mająca wpływu na kolejne pokolenia i wymienianie ich w poście pt. "to wszystko zostało zrobione źle" świadczy tylko o ignorancji autora?
Naprawdę to jest tak, że jeśli rzeczywiście, zgodnie z wpisami autora tej jakże dokładnej i zajmującej listy, właściciel hodowli SunRat's znęca się nad szczurami od lat, autor powinien zareagować i jako wolontariusz fundacji zajmującej się gryzoniami doskonale wie, jak się to robi. Mógł i może to zrobić w następujący sposób:
  • zgłaszać wątpliwości na forum Stowarzyszenia. Wbrew pozorom, pilnujemy swoich członków, a nawet potrafimy przeprosić, jak coś zostanie zrobione źle
  • zgłaszać wątpliwości na forum Alloszczur, gdzie są ogłaszane mioty, znajdują się wszystkie informacje na ich temat i gdzie zagląda lwia część szczurarzy, w tym hodowcy i właściciele szczurów rodowodowych z określonych miotów. Kilka osób już tak zrobiło, gdy dostrzegło jakiś problem i wygrało, hodowca i (lub) SHSRP musiał przyznać się do błędu.
  • zgłosić sprawę odpowiednim służbom, które maja obowiązek reagowania.
Co robi autor? Zebrane informacje publikuje na forum, które świeci pustkami i na którym jest zarejestrowana zatrważająca liczba nieco ponad 100 użytkowników. Nie ma to jak pomoc zwierzętom przez hejt między swoimi i próby wprowadzania innych w błąd - nie wiem, jak inaczej nazwać manipulowanie danymi (bo niby po co powtarzać informacje o miotach, które pojawiły się w poprzedniej liście, a do których już odniosło się SHSRP w tym miejscu?). Masa informacji również jest przekłamana lub nieaktualna, choćby w miocie E2 SunRat's przy problemach behawioralnych dotyczących Enokiego. Znam tego szczura osobiście i nie potwierdzam tych rewelacji, zresztą możecie sami zobaczyć, jak zachowuje się ten "problematyczny szczur" na tym filmie.

W imieniu swoim, Maogonków i wszystkich szczurów gratuluję oraz życzę dalszych sukcesów w pomaganiu ogonom. Owa pomoc byłaby jeszcze skuteczniejsza, gdyby czas przeznaczony na wnikliwe pseudoanalizy został spożytkowany np. na artykuły o stadności, którą tyle ludzi wciąż bagatelizuje. Tak, trzeba się bardziej wysilić niż kopiując informacje z innego forum i odpowiednio je oprawiając, ale naprawdę przyniesie to więcej dobrego.

fot. heniok, hodowla SunRat's

środa, 2 lipca 2014

Klatka idealna

Wiemy już najważniejsze – szczury są bezwarunkowo stadne i jest niewiele sytuacji, kiedy faktycznie szczur musi zamieszkać sam. Zawsze trzymamy co najmniej dwa szczury tej samej płci lub różnej, pod warunkiem, że jedna z płci jest wykastrowana. No, to trzymamy. Zaraz, zaraz… Gdzie?

Klatka
Ci, którzy zapoznali się z zakładką „Zanim weźmiesz szczury” wiedzą już, że minimalne wymiary klatki dla 2 szczurów to 60x40x60 cm, co oczywiście nie zwalnia nas z organizowania im wybiegów poza nią.  Należy pamiętać, że nie zawsze producenci klatek podają prawdziwe informacje na temat przeznaczenia ich produktów – często klatka o wymiarach kuwety 20x40 cm jest polecana dla szczura. Zapamiętaj: to, że szczur jeszcze jakoś się w klatce obraca nie znaczy, że mu wygodnie ani tym bardziej, że ta klatka mu wystarczy.
Dobra klatka:
  • ma wymiary co najmniej 60x40x60 cm dla 2 szczurów. Żaden wymiar nie może wynosić mniej niż 40 cm
  • odległość między prętami to maksymalnie 2,5 cm
  • posiada wysoką kuwetę z grubego plastiku
  • powinna mieć duże drzwiczki, których szczur nie będzie w stanie samodzielnie otworzyć
  • dla wygody właściciela przydadzą się zawsze dodatkowe drzwiczki lub zdejmowana góra klatki
  • jest rozkładana – również dla wygody właściciela
  • dla większości szczurów lepsza będzie wysoka niż długa i niska – ta druga jest lepsza dla starszych szczurów ze słabszymi nóżkami.

      Meble
    No dobra, klatka kupiona. Nasypać ściółki, dać plastikowy lub drewniany domek i będzie grała gitara. Czyżby? Zastanów się przez chwilę, w jakim środowisku funkcjonują zwykle szczurze stada. Czy są to rozległe, opromienione słońcem równiny? Nie, wręcz przeciwnie. To ciasne, ciemne miejsca, gdzie otwartej przestrzeni jest jak na lekarstwo. Rozumiesz już? Właśnie taka dla szczurów ma być ich klatka. Poniżej przykład dobrze urządzonej klatki:

fot. mmarcioszka, forum Alloszczur

Jak tego dokonać? Fakt, sporą część elementów wyposażenia tej klatki, jak podwieszane domki – tzw. sputniki czy tarasy, można kupić w sklepach zoologicznych (polecam internetowe), ale prawda jest taka, że wyposażenia wcale nie musimy kupować w sklepach zoo. Aby zrobić szczurom fajną półkę, wystarczy np. plastikowa tacka kuchenna – swego czasu świetnie nam się sprawdzała jako półka:

Możesz używać koszyków, durszlaków, lin, gałęzi niektórych drzew (polecana jest np. jabłoń), rur PCV… Ogólnie sklep budowlany zawsze warto odwiedzić, zwłaszcza, że dostaniemy tam opaski kablowe – super sprawa do mocowania mebelków.
Co z wszechobecnymi hamakami? Jak ktoś umie szyć, sprawa jasna. Jeżeli nie, zawsze można zamówić – mnóstwo szczurarzy szyje hamaczki w najróżniejszych formach i kolorach za niewielką cenę. Szczury ucieszą się również z nogawki po Twoich starych spodniach czy z kaptura od starej bluzy – wszystko im jedno, byle czuły się w nim bezpiecznie. Zwracaj jednak uwagę na materiał, aby zmniejszyć ryzyko, że szczur zahaczy pazurem np. o wystającą nitkę.
 
Hamaki ze starych koszulek i nogawki. Zadowolony i portfel, i szczury :)

Nie zapomnij też o pojnikach! Najlepiej, jak są w klatce przynajmniej dwa – poidła niestety czasem się zacinają. Miska konieczna nie jest – moje dziewczyny dostają karmę bezpośrednio na ściółkę, miska ląduje w klatce tylko z okazji jakiegoś „święta”, kiedy częstuję je Sinlac’iem, Gerberkiem albo mięsem.
Mebluj tak:
  • by ograniczyć ryzyko upadku szczura z dużej wysokości – szczególnie ważne, jeżeli masz zamiar adoptować lub już posiadasz starsze, lub chore ogony
  • by szczury miały łatwy dostęp do wody
  • byś mógł swobodnie manewrować rękami w klatce.

Ściółka.
Jaka? Ogólnie nie poleca się siana – szczury zasikają i miły zapaszek swojskiego sianka zamieni się w coś paskudnego ;) 
Zadanie ściółki to dla szczurów zapewnienie miękkiego podłoża, schowka do zbunkrowania jakowychś delicji przed resztą stada. Dla właściciela: pochłanianie zapachów, żeby dało się ze szczurami wytrzymać dłużej niż 2 dni ;) Mogą być trociny, choć są lepsze ściółki; trociny często pylą i uczulają (zwłaszcza te najtańsze). Co mogę polecić? Ściółkę bukową i podobne do niej zrębki wędzarnicze – zdecydowanie moje ulubione. Oprócz tego u nas dobrze sprawdza się żwirek drewniany dla kotów (nawet markę podam: Pinio). Nieźle też radziła sobie ściółka konopna – ogólnie ładnie chłonie klatkowe zapaszki, ale jest lekka i szybko ląduje poza klatką - polecam więc tym wszystkim, którzy są mniej leniwi ode mnie i częste rajdy z miotełką po domu to dla nich norma ;)


Na koniec klatka Maogonków:


Wierzcie lub nie: sprzątanie klatki raz w tygodniu to może i średnia przyjemność, zwłaszcza, gdy stado i klatka duże, ale urządzanie to zupełnie co innego. Czysta, ładnie umeblowana klatka też może być pewną ozdobą domu i - moim zdaniem - powinna w miarę możliwości nią być. W końcu nie oszukujmy się - w wielu przypadkach stanowi jedną z największych rzeczy w pokoju i rzuca się w oczy ;)


A co daje największą satysfakcję? Szczury zwiedzające ją w takim tempie:


poniedziałek, 16 czerwca 2014

czwartek, 5 czerwca 2014

Samotność w praktyce. O stadności, cz. II


Witam serdecznie,
ostatnio pisałam o tym, że szczury kategorycznie potrzebują towarzystwa innych ogonków, gdyż samotność jest w ich przypadku zwyczajną krzywdą. Dziś pozwolę sobie przedstawić Wam Malinę. Będzie długo, ale mam nadzieję, że ciekawie :)

Malina jako roczna samica wylądowała u mnie po 7-godzinnej podróży pociągiem we wrześniu ubiegłego roku. Łączenie - wspólny wybieg na terenie neutralnym z Eleną i Etą - rozpoczęłam dopiero pod koniec lutego tego roku. Hipokryzja? Nie. Malina przez całe swoje życie była samotna, co odbiło się na jej psychice.


Nerwowe początki
Nie powiem: poprzedni domek ogólnie nie był domkiem złym. Otrzymałam szczura idealnie białego, dużego, zadbanego - wspaniałego! Niestety, domek popełnił ten błąd, że nie zadbał należycie o towarzystwo dla niej. Tak jak mnóstwo innych domków, które mają po jednym ogonie.
Malinek wylądował więc u nas. Przeżyła szok. W małym mieszkaniu stoją dwie klatki. Z jednej obserwuje ją czujnie Elena, zza której wygląda ciekawie Cik, w drugiej Perperuna i Lela przeskakują przez siebie nawzajem, by zobaczyć, kto to przyjechał. Nowa miała zamieszkać z nimi. Nieznany teren, do tego Perperuny były malutkie, miały niecałe 2 miesiące - idealna sytuacja do łączenia, wydawałoby się. Tymczasem łączenie skończyło się praktycznie natychmiast. Na wybiegu maluchy nawet nie zdążyły zauważyć napuszonej Maliny, która jak wielki, biały czołg biegła w ich stronę w zamiarach co najmniej złych - takiego startu nigdy nie widziałam u żadnej samicy (bojowe baby to moja specjalność...), a to przecież dzieci i miejsce dla niej zupełnie obce! Szczury rozdzielono od razu, nim do czegokolwiek doszło.

Następnego dnia zdałam sobie już całkowicie sprawę, kogo sprowadziłam do domu. Kolejność wybiegów: Elena i Eta, potem dzieciaki, później Malina. Z tym, że koło Maliny strach było siedzieć. Puszyła się niesamowicie, mrużyła oczy i fukała na sam zapach innych samic. Jej bieganie po łóżku przypominało szukanie celu - celu, który tak silnie pachnie, więc musi tu być. Trzeba go zniszczyć. Celem parokrotnie okazała się moja ręka, gdy dotykałam tego nowego "szczęścia" na wybiegu - jako albinos nie widzi, a skoro czuła ode mnie szczura, automatycznie stawałam się szczurem...

Trzy klatki w jednopokojowym mieszkaniu. Malinowa wcale nie była mała - normalna klatka na 4 samice, taką dysponowałam. Trzy półtoragodzinne wybiegi dziennie, ja wracałam z pracy o 18, a jeszcze zakupy, a lekarz, a weterynarz, a 5 milionów innych rzeczy skutkujących brakiem mózgu wieczorem. Szczurów nie obchodzi. Wypuść mnie babo! A że następnego dnia do pracy? Co tam praca, prawda? W ten sposób przez dwa miesiące.

Pozwolenie na start
Po odejściu z pracy (spokojnie, nie przez szczury) było nieco łatwiej z samą organizacją, ale wybiegi Maliny wysysały z człowieka energię. Ręka na złapanie zębami mogła zawsze liczyć, jak wyraźnie czuć było na przykład Eleną. Ba, Malina stawała pod balkonikiem Eleny (Poziomki miały zawsze otwartą klatkę i biegały sobie po doczepionych "balkonikach") i rzucała wyzywające fukania w jej stronę, na co Pani Caryca patrzyła na nią jak na idiotkę. Wykastrowanie białej panny nie pomogło. Ile potrzebowała czasu, by pogodzić się z faktem, że po tym łóżku też chodzą inne szczury i trzeba z tym żyć? Plus-minus 4 miesięcy. Na faktyczną próbę łączenia zdecydowałam się, gdy zauważyłam, że już na moje ręce, które czuć szczurami, nie reaguje puszeniem się i nerwami, i że w miarę normalnie spędza wybieg na łóżku, po którym chodził wcześniej inny szczur.

Perperuny wkrótce miały odjeżdżać do hodowli na krycia, więc łączenie z nimi nie miało sensu, ponadto nie obroniłyby się w razie napadu agresji. Elena i Eta to co innego. Pani Caryca zwłaszcza, bo zębów chętnie używała i miała bardzo silny charakter, więc może się nie udać, może dojść do niebezpiecznych zęboczynów - no ale trudno, lepszego stada nie było. No to jedziemy...

Zderzenie z cywilizacją
Wierzcie lub nie - widać, kiedy szczur żył sam przez długi czas. Jest mu trudniej nawiązać relację ze stadem i Malinowe nie jest pierwszym takim przypadkiem u mnie. Była spięta. Wprawdzie nie chciała już rzucać się na dziewczyny, ale była nieufna do granic możliwości i na pierwszym wybiegu, napuszona, trzymała się na dystans, obiegając je w odległości około pół metra. Gdy wreszcie zdecydowała się na kontakt, podeszła ostrożnie do jednej z nowych koleżanek i - tak po prostu - uderzyła ją zębami w pysk. Wobec braku ich reakcji już nieco pewniej podchodziła, ale raczej po to, by postraszyć i zademonstrować, że jest duża i silna. Serdecznie dziękowałam Elenie za to, że przy jej trudnym charakterze i braku chęci do patyczkowania się toleruje te zachowania - zupełnie, jakby rozumiała, że ma do czynienia z dzikusem, którego nie dotknęła szczurza cywilizacja. Raz jeden skoczyła na Malinę, gdy ta, po raz kolejny zresztą, podeszła do Ety i z pełną premedytacją pociągnęła ją mocno za futro (tak, szczury świetnie potrafią bronić się nawzajem). Trwało to chwilę, poleciało trochę futra, stały naprzeciwko siebie napuszone, złe, machając na siebie powoli łapkami - wymiana zdań. Po tej Malina odeszła na koniec stołu, ewidentnie przestraszona tym, że ktoś mógł na nią tak naskoczyć za takie zachowanie. Napuszyła się znów, wymachiwała ogonem z końca stołu, ale nie podeszła. "Koniec" - myślę, ale próbujemy dalej, wszak krew się nie polała. I chyba łomot od Eleny podziałał, bo panna zaczęła się powoli przełamywać. Puszyła się jeszcze na ich widok, ale tylko przez pierwsze kilka sekund. Coraz częściej podchodziła po to, by najpierw posiedzieć w pobliżu nich, później obok, wreszcie po raz pierwszy przytuliła się do Eleństwa.


Od lewej: Elena, Malina

Miałam zaczynać kolejny etap łączenia - mały transporter. Niestety, szczurze życie jest kruche - feralnego dnia znalazłam Elenę martwą. Chorowała na serce, ale to za wcześnie na taki zgon... Jednak między jednym wybuchem płaczu a drugim trzeba było pomyśleć o szczurach, które "osierociła" - Ecie, z którą mieszkała i która właśnie została sama, i Malinie, która całe życie mieszkała sama, a Elena wyprowadziła ją na prostą i dała nadzieję na stado pod swoim przywództwem.
Po dniu żałoby (tak już mam, że daję szczurom dzień lub dwa na oswojenie się z brakiem towarzysza) zaczęłam łączenie. Z Etą Malina miała słabszy kontakt, ale... wychodzę z założenia, że szczury są empatycznymi zwierzętami. I faktycznie, zacieśniły więzi. Szybko wylądowały razem w transporterze, potem w klatce.
Po ośmiu miesiącach pobytu u mnie i w wieku około roku i ośmiu miesięcy Malina zyskała swoje pierwsze, maleńkie stado - Cika.


Jak to u szczurów, spokój długo nie trwał. Dosłownie kilka dni po łączeniu Eta musiała wylądować na stole operacyjnym z powodu nawracającego ropomacicza. Miała guza przysadki, mogła nie przeżyć. Przeżyła i po 10 dniach wróciła do Maliny. Na kilka dni było w porządku. Później Ecie, nagle, w dramatycznym tempie zaczęły słabnąć tylne łapki - leki nie pomogły, Cik został sparaliżowany od bioder po ogon. Mieszkały dalej razem, choć nie stanowiły idealnie dobranej pary - inwalidka nie mogła dotrzymać zawsze towarzystwa Malinie, Malina dla szczura "bez nóg" była zbyt gwałtowna. Lepszej opcji jednak nie było. Na szczęście, albinoska schodziła na dół klatki do Ety i iskała ją i dbała, jak tylko umiała - choć umiała stosunkowo niewiele.
Wkrótce pojawili się nowi wrogowie na horyzoncie, z którymi nie byliśmy już w stanie walczyć: Etę nagle silnie zaatakowały płuca, serce i układ moczowy. Odeszła we wtorek, w tym tygodniu. Malina, po miesiącu, znów została sama.

Epilog
Bez przekonania zaczęłam kolejne łączenie - tym razem Maliny ze stadem Perperuny. Młodym, wesołym, zgranym. Pamiętam problemy podczas jej pierwszych łączeń, jak bez namysłu atakowała najpierw maluszki, potem puszyła się i fukała na wszystko, co pachniało innym szczurem, jej reakcję na wspólny wybieg z Eleną i Etą. One nie chciały jej dominować. Nawet nie narzucały jej się z kontaktem - raczej czekały, aż ona przyjdzie. Tymczasem młodzież, jak tylko zobaczyła obcego szczura, od razu wskoczyła mu na głowę. Nel, Oleńka, Madara, Lela - wszystko, z wyjątkiem alfy, która nową koleżankę tylko grzecznie powitała. Co zrobiła Malina?

Nic. Dziś ostatni etap łączenia: wspólna noc. Przez cały dzień widywałam takie obrazki jak ten:


Ten duży, biały szczur otoczony maluchami i młodzieżą to właśnie Malina. 

Wnioski:
Po agresji wobec niespełna 2-miesięcznych malców, puszeniu się na widok transportera i po uzyskaniu karnego dziaba za zapach innych szczurów na rękach byłam przekonana, że mam do czynienia z samotnikiem. Ośmiu miesięcy Malik potrzebował na to, by móc stanąć z innym szczurem oko w oko, na dystans, z moją pełną gotowością do kolejnego poświęcenia ręki - z agresywnymi szczurami nie ma żartów. Masa wybiegów na terenie neutralnym, by mogła zobaczyć, że inny szczur to coś zupełnie normalnego. Miesiąc mieszkania z drugim, spokojnym szczurem. Tyle czasu zajęło mi odkrycie najbardziej prawdopodobnej przyczyny jej wcześniejszej agresji. Z tego, co ją poznałam stwierdzam, że bała się innych szczurów i dlatego chciała atakować wszystko, co było z nimi związane. W końcu atak jest najlepszą obroną. Dziewięciu miesięcy potrzeba było do przekonania się, że Malina jest i zawsze była szczurem w 100% normalnym, czyli mogącym funkcjonować w stadzie. Wcześniej po prostu nie miała na to szansy. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie samotność. 

Mamy happy end :) Pozostaje modlić się, bym któregoś dnia mogła napisać i razem żyły długo i szczęśliwie. 

Z Maliną oraz jej nowym, sporawym już stadem, życzymy wszystkim samotnym ogonkom podobnego zakończenia, a opiekunom - dużo cierpliwości przy łączeniach! :)

wtorek, 13 maja 2014

O hodowli i hodowli

fot. Ola Brzeska

W przerwie między częściami o stadności wpadło mi w oko w tzw. internetach coś, co według mnie zdecydowanie wymaga komentarza, bo może mniej doświadczone osoby, poszukujące dobrej hodowli, wprowadzić w błąd. Nieuczciwa konkurencja? Tak bym to nazwała chyba.
Otóż pewna pani ze stolicy (zostanę przy tej nazwie) na stronie swojej hodowli napisała „na podstawie statystyk” prowadzonych przez hodowców SHSRP, iż wśród szczurów pochodzących spod ich skrzydeł istnieje „plaga” nowotworów i wad serca. Wierzę w ideę hodowli szczurów rodowodowych, uważam, że SHSRP powinno istnieć, osobiście widzę efekty pracy jego hodowców. Co powiem na temat tej plagi? Powiem, że choroby u szczurów nie są wcale łatwe do wyeliminowania, ba! nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe. W końcu "pracujemy" na żywych istotach, a nie autach. Nawet po latach ostrej selekcji nie da się wyhodować linii idealnie zdrowych szczurów - nie da się bowiem przeskoczyć specyfiki gatunku, a szczur jako gatunek ma niestety tendencje do pewnych nowotworów, które i tak nie są bardziej wredne dla polskich hodowców od różnych "rzetelnych", co to przewertują wszystkie uczciwie podane (publicznie!) informacje i przekażą je dalej uwalone odpowiednio błotem.

Oczywiście, szczury z SHSRP cierpią nieraz na nowotwory, czego nie ukrywało nigdy ani SHSRP, ani należący do niego hodowcy. Cierpią jak inne szczury, przy czym obserwując własne stado stwierdzam, że na ogół mniej problemów zdrowotnych mam ze szczurami rodowodowymi (z SHSRP właśnie). Rodowód nie jest gwarancją zdrowia, tylko sprawdzonej linii – oznacza to, że u przodków danego szczura nie pojawiły się choroby mogące mieć podłoże genetyczne – niektóre nowotwory, wady serca itd. Co w sytuacji, gdy u ogonka z takiej linii pojawia się np. guz? Jego właściciel, po wycięciu tegoż guza, jest proszony o wysłanie go na badania histopatologiczne, które powiedzą, co to był za nowotwór: gruczolak, mięsak itd. Na tej podstawie stwierdza się, czy problem jest groźny dla linii i podejmuje decyzję o ewentualnej kontynuacji. Jeżeli rodzaj guza może stanowić zagrożenie, jest ona od razu wyłączana z dalszego rozmnażania. Do takich guzów nie zaliczają się hormonozależne gruczolaki listwy mlecznej, które są najczęstszym szczurzym (samiczym głównie) problemem tego typu i stąd zapewne ta "plaga guzów" w SHSRP.

Pani ze stolicy krytykuje innych, ale wystarczy pobuszować po jej stronie i poczytać jej wpisy, by dostrzec rażące braki w wiedzy i konsekwencji. Jak pisałam, aby móc mądrze prowadzić linie hodowlane i wyłączać z rozrodu te zagrożone guzami mogącymi nieść się na kolejne pokolenia, konieczne są badania histopatologiczne wyciętych guzów. Tymczasem pani ze stolicy na swojej stronie internetowej napisała wyraźnie, że mówi „nie” operowaniu nowotworów, gdyż operowanie ich jest tylko męczeniem zwierzęcia. Nie chcę się nad tym wpisem jakoś specjalnie znęcać, gdyż on (podobnie jak masa innych "ciekawostek" na stronie hodowli, charakterystycznych tylko dla niej) obnaża tę „hodowczynię” wystarczająco dobrze. Zwrócę tylko uwagę na dwie sprawy:
  • Czy rzeczywiście pozostawienie szczura z guzem w spokoju jest lepsze od operacji? Mamy tu ciekawe zestawienie: operacja i +/-tydzień bólu i rekonwalescencji kontra rosnący (wolniej lub szybciej, ale na pewno) guz uciskający na narządy i utrudniający funkcjonowanie – bo kto powiedział, że jak mi szczur dostanie guza w wieku 2 lat, to pożyje jeszcze tylko 2 miesiące? We własnym stadzie miałam przypadek samicy, która zapadła na nieoperowalnego wówczas guza w wieku 2 lat i 3 miesięcy i dożyła z nim… 3 lat i 2 miesięcy! (Kiedyś na pewno ten przypadek opiszę szerzej).
  • Jakim cudem ta pani może, jak twierdzi, prowadzić zdrowe linie, skoro nie operuje swoich szczurów = nie wysyła guzów na badania histopatologiczne = nie wie, na jakie guzy zapadają jej szczury = nie wie tak naprawdę, czy linia jest bezpieczna?! No chyba, że pani się znęcać nad zwierzątkiem nie będzie, ale inni, w tym nowe domki jej maluchów, już mogą – nie wnikam, choć to pokrętna logika jak dla mnie.

Życzę wszystkim chętnym na szczury trafienia na dobrego, uczciwego hodowcę, który nie będzie Wam mydlił oczu, że szczury z jego hodowli są najzdrowsze na świecie, a sam nie będzie się uważał za boga stojącego ponad weterynarzami i innymi hodowcami. Wkrótce postaram się pomóc w wybraniu takiego. Dobry hodowca to skarb. Doświadczyłam, więc wiem :) 
Na koniec zapraszam do zapoznania się z artykułem p. Żanety Lewandowskiej, właśnie na temat sensu pracy hodowlanej. Krótko, zgrabnie i mądrze.