piątek, 16 maja 2014
wtorek, 13 maja 2014
O hodowli i hodowli
fot. Ola Brzeska
W przerwie między częściami o stadności wpadło mi w oko w tzw. internetach coś, co według mnie zdecydowanie wymaga komentarza, bo może mniej doświadczone osoby, poszukujące dobrej hodowli, wprowadzić w błąd. Nieuczciwa konkurencja? Tak bym to nazwała chyba.
Otóż pewna pani ze stolicy (zostanę przy tej nazwie) na stronie swojej hodowli napisała „na podstawie statystyk” prowadzonych przez hodowców SHSRP, iż wśród
szczurów pochodzących spod ich skrzydeł istnieje „plaga” nowotworów i wad
serca. Wierzę w ideę hodowli szczurów rodowodowych, uważam, że SHSRP powinno istnieć,
osobiście widzę efekty pracy jego hodowców. Co powiem na temat tej plagi? Powiem, że choroby u szczurów nie są wcale łatwe do wyeliminowania, ba! nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe. W końcu "pracujemy" na żywych istotach, a nie autach. Nawet po latach ostrej selekcji nie da się wyhodować linii idealnie zdrowych szczurów - nie da się bowiem przeskoczyć specyfiki gatunku, a szczur jako gatunek ma niestety tendencje do pewnych nowotworów, które i tak nie są bardziej wredne dla polskich hodowców od różnych "rzetelnych", co to przewertują wszystkie uczciwie podane (publicznie!) informacje i przekażą je dalej uwalone odpowiednio błotem.
Oczywiście, szczury z SHSRP cierpią
nieraz na nowotwory, czego nie ukrywało nigdy ani SHSRP, ani należący do niego
hodowcy. Cierpią jak inne szczury, przy czym obserwując własne stado stwierdzam, że na ogół mniej problemów zdrowotnych mam ze szczurami rodowodowymi (z SHSRP właśnie). Rodowód nie jest gwarancją zdrowia, tylko sprawdzonej linii – oznacza
to, że u przodków danego szczura nie pojawiły się choroby mogące mieć podłoże
genetyczne – niektóre nowotwory, wady serca itd. Co w sytuacji, gdy u ogonka z takiej linii pojawia się np. guz? Jego właściciel, po wycięciu tegoż guza, jest
proszony o wysłanie go na badania histopatologiczne, które powiedzą, co to był
za nowotwór: gruczolak, mięsak itd. Na tej podstawie stwierdza się, czy problem jest groźny dla linii
i podejmuje decyzję o ewentualnej kontynuacji. Jeżeli rodzaj guza może stanowić zagrożenie, jest ona od razu wyłączana z dalszego rozmnażania. Do takich guzów nie
zaliczają się hormonozależne gruczolaki listwy mlecznej, które są najczęstszym szczurzym (samiczym głównie) problemem tego typu i stąd zapewne ta "plaga guzów" w SHSRP.
Pani ze stolicy krytykuje innych, ale wystarczy pobuszować
po jej stronie i poczytać jej wpisy, by dostrzec rażące braki w wiedzy i
konsekwencji. Jak pisałam, aby móc mądrze prowadzić linie hodowlane i wyłączać
z rozrodu te zagrożone guzami mogącymi nieść się na kolejne pokolenia, konieczne są
badania histopatologiczne wyciętych guzów. Tymczasem pani ze stolicy na swojej stronie internetowej napisała wyraźnie, że mówi „nie”
operowaniu nowotworów, gdyż operowanie ich jest tylko męczeniem
zwierzęcia. Nie chcę się nad tym wpisem jakoś specjalnie znęcać, gdyż on (podobnie jak masa innych "ciekawostek" na stronie hodowli, charakterystycznych tylko dla niej) obnaża tę „hodowczynię” wystarczająco dobrze.
Zwrócę tylko uwagę na dwie sprawy:
- Czy rzeczywiście pozostawienie szczura z guzem w spokoju jest lepsze od operacji? Mamy tu ciekawe zestawienie: operacja i +/-tydzień bólu i rekonwalescencji kontra rosnący (wolniej lub szybciej, ale na pewno) guz uciskający na narządy i utrudniający funkcjonowanie – bo kto powiedział, że jak mi szczur dostanie guza w wieku 2 lat, to pożyje jeszcze tylko 2 miesiące? We własnym stadzie miałam przypadek samicy, która zapadła na nieoperowalnego wówczas guza w wieku 2 lat i 3 miesięcy i dożyła z nim… 3 lat i 2 miesięcy! (Kiedyś na pewno ten przypadek opiszę szerzej).
- Jakim cudem ta pani może, jak twierdzi, prowadzić zdrowe linie, skoro nie operuje swoich szczurów = nie wysyła guzów na badania histopatologiczne = nie wie, na jakie guzy zapadają jej szczury = nie wie tak naprawdę, czy linia jest bezpieczna?! No chyba, że pani się znęcać nad zwierzątkiem nie będzie, ale inni, w tym nowe domki jej maluchów, już mogą – nie wnikam, choć to pokrętna logika jak dla mnie.
Życzę wszystkim chętnym na szczury trafienia na dobrego,
uczciwego hodowcę, który nie będzie Wam mydlił oczu, że szczury z jego hodowli
są najzdrowsze na świecie, a sam nie będzie się uważał za boga stojącego ponad weterynarzami
i innymi hodowcami. Wkrótce postaram się pomóc w wybraniu takiego. Dobry hodowca to skarb. Doświadczyłam, więc wiem :)
Na koniec zapraszam do zapoznania się z artykułem p. Żanety Lewandowskiej, właśnie na temat sensu pracy hodowlanej. Krótko, zgrabnie i mądrze.
Na koniec zapraszam do zapoznania się z artykułem p. Żanety Lewandowskiej, właśnie na temat sensu pracy hodowlanej. Krótko, zgrabnie i mądrze.
czwartek, 1 maja 2014
O stadności, cz. I
Nie minęło kilka dni od ostatniego wpisu, a Maogonków,
niestety, znów jest mniej.
W niedzielę znalazłam w klatce martwą Elenę, zupełnie
niespodziewanie – jeszcze kilka godzin wcześniej brykała sobie po balkonach
wokół klatki, a po jej zamknięciu czujnie, jak to ona, warowała przy bramce.
Sekcja wykazała zator w jednej z tętnic płucnych. „Osierociła” swoją siostrę,
Cika. Ja zaś stanęłam przed problemem, w jaki sposób mądrze rozwiązać kwestię
tej samotności, bo szczur samotny szczęśliwy nie jest.
A ja kupiłam jednego
szczura i mieszka sam, i jest szczęśliwy. Obiło się gdzieś o uszy?
Przemknął przed oczami podobny wpis na forum? No właśnie.
Z samotnością szczurzą jest ten problem, że choć doświadczeni
szczurarze zawsze stanowczo akcentują fakt, że szczury to albo w liczbie mnogiej, albo wcale, wiele osób wciąż bagatelizuje problem samotności. Przecież od tego się
nie umiera, a ogon jedzenie, picie i klatkę ma. Niby prawda. Czemu jednak posiadacz samotnego ogonka na ogół nie może liczyć w środowisku miłośników tych zwierząt na zrozumienie i dlaczego ani hodowca, ani DT nie wyda nikomu swojego podopiecznego do adopcji wiedząc, że zwierzak mógłby mieszkać sam? Spróbujmy na chwilę zapomnieć o tym, co tam sobie gadają nicki na forach, a spójrzmy na szczura jego oczami.
Wyobraź sobie wieś, w której nie mieszka
absolutnie nikt oprócz Ciebie. Twój dom stoi sobie z boczku. Kiedyś mieszkałeś
z rodziną w mieście, może miałeś też przyjaciół, ale z jakiegoś nieznanego Ci
powodu wylądowałeś tutaj. Nie wiesz, co to książki, Internet, telefon,
telewizja. Jesteś tu sam jak palec, nie masz możliwości pojechania dokądkolwiek
i spotkania się z jakimikolwiek ludźmi, do Ciebie też nikt nie przyjeżdża ani
nie pisze, bo nikt nie zna Twojego adresu. Jedynym Twoim towarzyszem jest kot, lecz jak to on – czasem przyjdzie i da się pogłaskać, a potem zajmuje się
swoimi sprawami, nie umie Cię też przytulić. Jak do niego mówisz, on albo tego nie
rozumie, albo ma to gdzieś. Tak mijają tygodnie, miesiące, wreszcie całe lata. Co
czujesz? Czy jesteś szczęśliwy?
Jednak nie, jak uświadomisz sobie, że miałbyś tak żyć choćby
5 lat? Ale przecież jedzenie, picie i dom byś miał. No normalnie, kot robi
zakupy, kot przynosi, da się pogłaskać i leci dalej. Ciągle nie bardzo?
Czy rozumiesz już? Dokładnie tak czuje się samotny szczur.
Podobnie jak Ty, ma potrzebę bliskości ze swoim gatunkiem – musi sobie pogadać
na ultradźwiękach, powygłupiać się z kimś, chciałby, aby ten, do kogo się
przytula, czasem go wyiskał. Zrobisz to? Fakt, iskanie jest możliwe, próbowałam
palcami – Malinie pasowało, ale np. Elena wyraźnie dała mi do zrozumienia, że
bycie szczurem mi nie wychodzi.
Dla niego w najlepszym razie jesteś mniej więcej tym, czym
dla Ciebie jest Twój pies. Będziesz spędzał razem z nim 24 godziny na dobę, będziecie biegać,
przeciągać razem linę, bawić się piłką. Tylko browara razem nie obalicie bez
szkody dla psa ani nie pójdziecie na imprezę do klubu, bo od tego są inni ludzie. Szczur podobnie. Będzie Cię uwielbiał, lizał, dreptał za Tobą. Chciałby jednak mieć obok kogoś, kto będzie go rozumiał - drugiego szczura.
Ty szczurem nie jesteś, choćbyś nie wiem, jak się starał.
Spójrz na tego ogonka.
Teraz spójrz na niego w towarzystwie innego:
Jest różnica, prawda? :)
Życzę Wam i Waszym ogonkom spokojnej, udanej majówki. Koniecznie w towarzystwie :)
Za "fioletowe zdjęcia" serdecznie dziękujemy Oli Brzeskiej - olus_165.
sobota, 26 kwietnia 2014
Witam serdecznie po prawie roku. Trochę powirowało w życiu, z pracą i bez pracy, w zdrowiu i bez zdrowia, chcąc-nie chcąc w zmienionym składzie stada, ale już jesteśmy, wkrótce w całkiem pokaźnej reprezentacji.
Na rozgrzewkę, pół żartem, pół serio: ostrzeżenie przed GMR. Uwierzcie mi, zespół GMR, szczuroholizm i ogonkowe zapalenie mózgu to straszne choroby :)
Dla tych, którzy mają wystarczającą ilość czasu i miejsca, i są względnie wolni od wyżej wymienionych schorzeń, mam informację, że Lela niedawno urodziła 14 wspaniałych klusek i aż 5 dziewczynek szuka nowego domku :)
Jako właścicielka Leli mogę tylko zachwalać. Jamniczek, jak Lelę nazywamy w domu, to szczur, który tak kocha człowieka, że nie wytrzymuje bez niego minuty - kiedyś mierzyłam ;) Dzieci mogą być tylko podobne albo jeszcze fajniejsze po proludzkim, zrównoważonym ojcu - Gabrielu SunRat's.
Ostrzeżenie: jeśli cierpisz na GMR, przed kliknięciem zapoznaj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy miot z wolnymi ogonkami zagraża Twojemu portfelowi oraz grozi epidemią cukrzycy typu "ooooch <3".
Lela była kryta i odchowuje swój miot w hodowli SunRat's, zgodnie z regulaminem Stowarzyszenia Hodowców Szczurów Rodowodowych w Polsce.
Na rozgrzewkę, pół żartem, pół serio: ostrzeżenie przed GMR. Uwierzcie mi, zespół GMR, szczuroholizm i ogonkowe zapalenie mózgu to straszne choroby :)
Jako właścicielka Leli mogę tylko zachwalać. Jamniczek, jak Lelę nazywamy w domu, to szczur, który tak kocha człowieka, że nie wytrzymuje bez niego minuty - kiedyś mierzyłam ;) Dzieci mogą być tylko podobne albo jeszcze fajniejsze po proludzkim, zrównoważonym ojcu - Gabrielu SunRat's.
Ostrzeżenie: jeśli cierpisz na GMR, przed kliknięciem zapoznaj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy miot z wolnymi ogonkami zagraża Twojemu portfelowi oraz grozi epidemią cukrzycy typu "ooooch <3".
Lela była kryta i odchowuje swój miot w hodowli SunRat's, zgodnie z regulaminem Stowarzyszenia Hodowców Szczurów Rodowodowych w Polsce.
niedziela, 30 czerwca 2013
Witam :)
Mamy już ponad 280 wyświetleń i nawet 4 komentarze – nie spodziewałam się tego po samym wstępie i dziękuję Wam serdecznie. Oby było ich coraz więcej :) Dziękuję również za poparcie naszej Maogonkowej inicjatywy i reklamę na FB przez fanpage „Nie taki szczur straszny”, o której dowiedziałam się… przypadkiem. „Sprawca” przyznawać się nie musi – kim by nie był, najprawdopodobniej jest mi znany i tu mam akurat pewność, że działał w dobrej wierze :)
Fanpage promuje ulotki, których cel jest podobny do Maogonków: szerzenie wiedzy i dotarcie m.in. do tych, których czasem nachodzi chęć sprawienia sobie ogoniastego przyjaciela. Dziś kilka słów o szczurach, zanim zdecydujemy się na ich posiadanie.
Zapraszamy do przemyślenia tej decyzji :)
Zapraszamy do przemyślenia tej decyzji :)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Pigułka
Czoł(gi)em :)
Fascynacja szczurami to sympatyczne schorzenie, które dotyka sporą liczbę osób. Nie ukrywam: jestem jedną z nich i wcale nie zamierzam się z tego leczyć, bo spędzanie czasu z gromadką ogonów to czas miło spędzony i nieraz suto zakrapiany śmiechem.
Szczurarzem zostałam, bo chciałam mieć zwierzątko tylko dla siebie; psem trzeba było "podzielić się" z rodzicami. Szczury wydawały mi się do psów dosyć podobne: inteligentne i potrafiące przywiązać się do swojego opiekuna, stworzyć z nim więź. W lutym 2008 roku pojawiły się u nas dwie syjamskie samiczki - siostry Hexe i Hinata z hodowli Emerald Moon. Miały być epizodem, a już po kilku miesiącach zaczęłam knuć, jak sprowadzić trzeciego ogonka do domu bez wojny z mamą. Obecnie stado liczy sobie 5 dziewczynek, które będę stopniowo przedstawiać.
Świat szczurów jest pełen uroku, ale posiada wiele zakamarków, z istnienia których niewielu wielbicieli i początkujących szczurarzy zdaje sobie sprawę. Maogonki - jako blog - powstały niekoniecznie po to, bym mogła chwalić się wszem i wobec swoim stadem, bo to już robię od lat na stosownych forach ;) Głównym celem Maogonków jest pokazanie tego świata szczurów ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Nie każdemu musi odpowiadać przekopywanie się przez setki postów na forach internetowych i wolałby mieć pewne rzeczy w pigułce. Tę pigułkę - na miarę moich możliwości, wiedzy i doświadczenia - spróbuję Wam przy pomocy mojego stadka zaaplikować :)
Żeby nikt nie narzekał, że nudno i żadnego zdjęcia nie ma ;) niniejszym przedstawiam panią Uwerturę Kalinkę of Anahata Rattery.
Pani ta, obecnie babuszka pełną gębą, przyjechała ze mną z Białegostoku w listopadzie 2010 roku i jest obecnie jedynym moim ogonem, który pamięta wyżej wymienione Hexe i Hinatę. W poniedziałek skończy 2 lata i 9 miesięcy, co zdecydowanie jest dla mnie powodem do dumy, zwłaszcza, że na razie cieszy się dobrym zdrowiem. Moja prawa ręka w stadzie, pluszowa w dotyku, swoje przyjaciółki kocha całym serduszkiem, a co najważniejsze - jest moja i tylko moja. Tak, to jest taki szczur, z którym moją więź uważam za piękną - taką, jaka łączy człowieka z psem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






